✅ Gwarancja świeżości

✅  Zawsze darmowa wysyłka

✅  Tylko sprawdzone odmiany

Pojedyncza zapalona świeca w stonowanym, cichym pokoju, na stoliku obok fragment suszonego grzyba psylocybinowego. Ilustracja do artykułu „Psylocybina a lęk przed śmiercią u chorych onkologicznie”.

Psylocybina a lęk przed śmiercią u chorych onkologicznie

W grudniu 2016 roku „Journal of Psychopharmacology” ogłosił w jednym numerze dwie prace o tym samym zagadnieniu: co psylocybina podana pod nadzorem robi z lękiem i przygnębieniem osób z zagrażającą życiu chorobą nowotworową. Jedną podpisał zespół Rolanda Griffithsa z Johns Hopkins, drugą zespół Stephena Rossa z Uniwersytetu Nowojorskiego. Do numeru dołączono dziesięć komentarzy redakcyjnych — liczba, która sama w sobie mówi, jak środowisko odebrało wyniki.

Obie próby były małe, obie miały układ naprzemienny i obie próbowały zmierzyć coś, co mierzy się trudno: strach przed własną śmiercią. Poniżej: jak je zbudowano, czym liczono efekt i co z niego zostało po kilku latach.

Zanim przyszedł 2016 rok, była próba na dwunastu osobach

Punktem wyjścia dla obu zespołów był pilotaż Charlesa Groba z Harbor-UCLA Medical Center, opublikowany w 2011 roku w „Archives of General Psychiatry”. Wzięło w nim udział dwanaście dorosłych osób z zaawansowaną chorobą nowotworową i lękiem będącym reakcją na diagnozę. Każdy uczestnik był własną grupą kontrolną: dostawał w osobnych sesjach psylocybinę i placebo.

Wynik był mieszany i autorzy tak go opisali. Skala lęku jako cechy w kwestionariuszu STAI pokazała istotny spadek po miesiącu i po trzech miesiącach, inwentarz depresji Becka dał istotną poprawę dopiero po pół roku, a profil nastroju POMS zbliżył się do istotności statystycznej, ale jej nie osiągnął. Praca dowodziła głównie tego, że takie badanie da się bezpiecznie przeprowadzić — po dekadach, w których tę linię zamknięto razem z całą powojenną falą zainteresowania grzybami psylocybinowymi.

Johns Hopkins: pięćdziesiąt jeden osób i dawka udająca placebo

Zespół z Baltimore przesiał telefonicznie 566 zgłoszeń, wylosował przydział dla 56 osób, a analizę oparł na 51 uczestnikach, którzy odbyli przynajmniej jedną sesję. Wszyscy mieli rozpoznanie nowotworu potencjalnie zagrażającego życiu, a u 65 procent choroba była nawrotowa lub z przerzutami.

Projekt był naprzemienny i podwójnie zaślepiony. Każdy uczestnik przechodził dwie sesje w odstępie około pięciu tygodni: raz z dawką wysoką, raz z dawką bardzo niską, pomyślaną jako namiastka placebo. Kolejność losowano i równoważono między grupami. Uczestnikom i personelowi mówiono wprost, że dawka może być dowolna — celowo, żeby przyciąć wpływ oczekiwań. Ostatni pomiar wypadał średnio 211 dni po drugiej sesji.

Dwa główne narzędzia były ocenami klinicysty, nie pacjenta: GRID-HAM-D-17 dla depresji i skala lęku Hamiltona w wersji ustrukturyzowanego wywiadu SIGH-A. Odpowiedź kliniczną zdefiniowano jako spadek wyniku o co najmniej połowę względem punktu wyjścia, a remisję jako taki spadek plus wynik nie wyższy niż siedem. Po pół roku odsetek odpowiedzi wynosił 78 procent na skali depresji i 83 procent na skali lęku; remisję spełniało odpowiednio 65 i 57 procent uczestników. Sześć osób zaczęło w międzyczasie przyjmować lek przeciwdepresyjny lub przeciwlękowy; po wyłączeniu ich danych liczby rosły o kilka punktów.

Zespół dołożył jeszcze jedno zabezpieczenie, rzadkie w psychiatrii: ustrukturyzowane wywiady telefoniczne z bliskimi uczestników, którzy oceniali zmiany w zachowaniu i postawach obserwowanej osoby. Te oceny szły w tę samą stronę co wyniki skal.

NYU: dwadzieścia dziewięć osób i niacyna w roli placebo

Nowojorska próba objęła 29 pacjentów z lękiem i depresją związanymi z chorobą nowotworową. Też była naprzemienna, ale porównaniem nie była niska dawka psylocybiny, tylko niacyna — placebo aktywne. Niacyna wywołuje zaczerwienienie skóry i uczucie gorąca, więc ciało rejestruje, że coś się dzieje. Obie sesje odbywały się w ramach psychoterapii, co jest istotnym zastrzeżeniem: badano pakiet, a nie samą cząsteczkę.

Główne porównanie między grupami wypadało w siódmym tygodniu, przed zamianą przydziałów. Obserwację prowadzono do 6,5 miesiąca po drugiej dawce. Na tym ostatnim pomiarze od 60 do 80 procent uczestników wciąż spełniało kryteria klinicznie istotnej odpowiedzi przeciwdepresyjnej lub przeciwlękowej. W obu pracach — nowojorskiej i z Johns Hopkins — analiza mediacji wskazała, że efekt terapeutyczny szedł przez intensywność samego doświadczenia w dniu sesji, a nie obok niej.

Czym w ogóle mierzy się lęk przed śmiercią

To jest pytanie, od którego zależy wartość obu prac. Zespół z NYU sięgnął po zestaw narzędzi zbudowanych specjalnie do opieki nad ciężko chorymi: skalę lęku przed śmiercią Templera z 1970 roku, skalę transcendencji śmierci VandeCreeka, skalę demoralizacji Kissane’a obejmującą rozpacz, bezradność i utratę sensu, kwestionariusz poczucia beznadziei w chorobie Rosenfelda oraz skalę duchowego dobrostanu FACIT z podskalami sensu, spokoju i wiary. Jakość życia mierzono skróconą wersją kwestionariusza WHO.

Johns Hopkins użył częściowo innego zestawu: podskal akceptacji śmierci i spójności życia z profilu postaw życiowych LAP-R, testu poczucia sensu życia, skali jakości życia w chorobie zagrażającej życiu MQOL oraz kwestionariusza optymizmu LOT-R. Oba zespoły punktowały przebieg sesji kwestionariuszem doświadczeń mistycznych MEQ30.

Warto zobaczyć, czym taki zestaw jest metodologicznie. Poza dwoma skalami Hamiltona ocenianymi przez klinicystę wszystko powyżej to kwestionariusze samoopisowe — pacjent zaznacza, jak bardzo zgadza się ze zdaniem o własnym lęku, sensie i nadziei. W psychiatrii to metoda standardowa i nie ma dla niej dobrej alternatywy, ale trzeba nazwać, co z niej wynika: mierzonym efektem jest zmiana w deklaracjach osoby, która doskonale wie, czy przeżyła coś intensywnego. Oceny klinicysty i wywiady z bliskimi w badaniu z Baltimore były próbą wyjścia poza tę pętlę.

Obserwacja po trzech i czterech latach objęła piętnaście osób

W 2020 roku zespół Gabrielle Agin-Liebes wrócił do uczestników próby nowojorskiej. Z 29 osób żyło jeszcze szesnaście. Skontaktowano się ze wszystkimi, zgodę na udział wyraziło piętnaście. Pomiary wykonano średnio 3,2 oraz 4,5 roku po sesji z psylocybiną.

Spadki lęku, depresji, poczucia beznadziei, demoralizacji i lęku przed śmiercią utrzymywały się na obu pomiarach, a wielkości efektu wewnątrz grupy były duże. Na drugim pomiarze kryteria klinicznie istotnej odpowiedzi spełniało ponownie od 60 do 80 procent badanych, a od 71 do 100 procent — zależnie od pytania — przypisywało pozytywne zmiany w życiu doświadczeniu z badania. Osobna analiza z 2021 roku dotyczyła utraty sensu i myśli samobójczych: wśród uczestników z podwyższonym nasileniem takich myśli na starcie spadek pojawiał się już po ośmiu godzinach i utrzymywał do 6,5 miesiąca. Autorzy nazwali tę analizę eksploracyjną.

Sami autorzy obserwacji długoterminowej postawili też jej granicę i zrobili to uczciwie: z powodu naprzemiennego układu badania macierzystego nie da się z tych danych wyciągać wniosków o skuteczności. Po zamianie przydziałów psylocybinę dostali wszyscy, więc grupy kontrolnej po prostu nie ma. Dochodzi drugie ograniczenie, o którym łatwo zapomnieć przy takim temacie: po czterech latach odpowiadają ci, którzy żyją.

Czego te badania nie rozstrzygają

Problemem tej dziedziny jest zaślepienie. Osoba, która dostała substancję psychodeliczną, zwykle to wie, a osoba, która dostała placebo, też — zjawisko opisane szeroko przez Muthukumaraswamy’ego i współpracowników w 2021 roku jako funkcjonalne odślepienie i zniekształcenie przez oczekiwania. Do tego dochodzi autoselekcja: do takich badań zgłaszają się ludzie, którzy sami szukali próby z psychodelikiem.

Liczby też są skromne. Metaanaliza z 2020 roku zsumowała cztery ówczesne badania i objęła łącznie 117 osób. Efekty wewnątrz grup były duże, efekty w porównaniu z placebo również, ale autorzy sformułowali wniosek ostrożnie: wyniki wstępnie uzasadniają dalsze badania. Nowsze prace w tym wskazaniu to głównie małe próby otwarte — jak badanie drugiej fazy z 2024 roku, w którym trzydzieścioro pacjentów onkologicznych z depresją przechodziło terapię w małych grupach, bez ramienia kontrolnego.

Dziesięć lat po grudniu 2016 roku nie zakończono w tym wskazaniu żadnego badania trzeciej fazy. Największa trwająca próba to wieloośrodkowe badanie fazy 2b prowadzone przez NYU Langone Health (NCT05398484), zaplanowane na 200 uczestników, rozpoczęte w 2023 roku, z punktem końcowym w postaci zmiany wyniku w skali SIGH-A i szacowanym zakończeniem części głównej w 2027 roku. Szerszy obraz tego, gdzie stoją dziś badania nad psylocybiną, opisujemy w przeglądzie stanu badań klinicznych.

W Polsce ta droga pozostaje zamknięta

Psylocybina i psylocyna figurują w grupie I-P wykazu substancji psychotropowych — odpowiednio pod pozycjami 86 i 76 — na podstawie rozporządzenia Ministra Zdrowia wydanego do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Grupa I-P dopuszcza jedno zastosowanie: badania naukowe prowadzone za zezwoleniem. To ta sama podstawa, przez którą w Polsce zakazana jest łysiczka lancetowata.

Poza Polską obraz jest tylko trochę inny. Psylocybina nie jest zarejestrowanym lekiem ani w Unii Europejskiej, ani w Stanach Zjednoczonych. Amerykańska agencja nadała jej status terapii przełomowej, ale we wskazaniu depresji lekoopornej i status ten nie jest rejestracją. Australia od lipca 2023 roku pozwala wyznaczonym lekarzom przepisywać psylocybinę również w depresji lekoopornej, a nie w cierpieniu egzystencjalnym towarzyszącym chorobie nowotworowej. Dla pacjenta w Polsce nie istnieje dziś legalna droga do takiej terapii i ten tekst żadnej nie wskazuje. Opisuje badania — nie ścieżkę leczenia.

Treść przeznaczona dla osób pełnoletnich. Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady lekarza.

Źródła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dyskretna Dostawa 24h
Nadajemy w neutralnych opakowaniach bez logotypów i oznaczeń zawartości. Paczki wychodzą od nas od poniedziałku do czwartku, aby nie leżakowały w weekend na magazynach kurierskich.
Gwarancja Witalności
Jeśli materiał biologiczny dotrze uszkodzony, wymienimy go na nowy. Gwarantujemy świeżość grzybni dzięki przechowywaniu w certyfikowanych chłodniach laboratoryjnych.
System Bezobsługowy (Full-Auto)
Nasze zestawy nie wymagają nawadniania ani wietrzenia w pierwszej fazie. Stworzyliśmy idealne, sterylne warunki do samoczynnej kolonizacji i bezpiecznej obserwacji mikroskopowej.
Zwiększona Pojemność (+42%)
Nasze growkity zawierają o 42% więcej substratu niż standardowe zestawy rynkowe. Większa masa to stabilniejsze parametry badawcze i dłuższa żywotność próbki.