W XVI-wiecznym Meksyku pewne grzyby nazywano teonanacatl, czyli „ciało boga”. Hiszpańscy misjonarze próbowali wymazać wszelkie ślady tych praktyk. Nazwa przetrwała jednak w rękopisie spisanym przez jednego z nich — i cztery wieki później doprowadziła chemików do konkretnej cząsteczki.
Nazwa, która znaczy „ciało boga”
Aztekowie z centralnego Meksyku używali określonych grzybów w obrzędach religijnych i uzdrowicielskich. Mówili o nich teonanacatl. W języku nahuatl znaczy to mniej więcej „ciało boga” albo „boski grzyb”.
Wiemy o tym głównie z jednego źródła. Bernardino de Sahagún, franciszkanin, spędził w Meksyku kilkadziesiąt lat. Wraz z grupą wykształconych współpracowników z ludu Nahua stworzył dzieło, które dziś nazywamy Kodeksem florenckim. Prace skończono w 1577 roku, w kolegium w Tlatelolco — dzisiejszym Mieście Meksyk.
To nie była broszura. Kodeks ma dwanaście ksiąg i blisko 2500 ręcznie malowanych ilustracji. Tekst biegnie w dwóch równoległych kolumnach: po nahuatl i po hiszpańsku. Rękopis trafił potem do Europy i osiadł w bibliotece Medyceuszy we Florencji. Stąd jego nazwa.
Kronikarz opisywał kulturę, którą jego zakon zwalczał
Tu potrzebne jest zastrzeżenie, którego często się nie robi. Sahagún nie był neutralnym etnografem.
Spisywał wierzenia i obrzędy Mexików po to, żeby misjonarze lepiej je rozpoznawali i skuteczniej z nimi walczyli. Jego zapis jest więc jednocześnie dwiema rzeczami: najlepszym źródłem, jakie mamy, i świadectwem uprzedzeń swojej epoki. Grzyby opisywał człowiek przekonany, że opisuje bałwochwalstwo.
To nie znaczy, że kodeks kłamie. Znaczy, że każde zdanie o obrzędach trzeba czytać z tą świadomością — czy wiemy, co ludzie robili, czy tylko to, jak zewnętrzny obserwator to zrozumiał i nazwał.
Cztery wieki, w których temat po prostu zniknął
Reszta zapisów miała mniej szczęścia. Jak podsumowuje David Nichols w przeglądzie opublikowanym w 2020 roku w „Journal of Antibiotics”, hiszpańscy misjonarze w XVI wieku próbowali zniszczyć wszystkie zapiski i dowody używania tych grzybów.
Efekt był trwały. Temat wypadł z europejskiego obiegu naukowego na kilkaset lat. Praktyki nie zniknęły całkowicie — przetrwały lokalnie, w społecznościach na południu Meksyku, poza zasięgiem uwagi Europy. Ale dla nauki zachodniej teonanacatl przez cztery wieki był zagadkową nazwą z jednego starego rękopisu. Nie było nawet pewności, o jaki organizm chodzi. Część badaczy sądziła, że opisywano tam kaktusa peyotl, a nie grzyba.
Ślad w Europie, przy którym trzeba postawić znak zapytania
Zanim przejdziemy do XX wieku, jeden wątek na uboczu. W Hiszpanii, w miejscowości Villar del Humo w prowincji Cuenca, znajduje się prehistoryczne malowidło naskalne zwane Selva Pascuala. Widać na nim rząd wydłużonych kształtów z rozszerzonym zwieńczeniem.
W 2011 roku Brian Akers i współpracownicy opublikowali w „Economic Botany” hipotezę, że są to grzyby psylocybinowe — konkretnie gatunek Psilocybe hispanica. I tu leży główna słabość tej hipotezy: gatunek jest znany z Aragonii i francuskiej strony Pirenejów, czyli około 275 km od malowidła, z wysokości 1700–2300 m n.p.m., jakich pod Villar del Humo nie ma. Sami autorzy tłumaczą tę lukę zmianą klimatu. Autorzy napisali, że gdyby mieli rację, byłby to „first direct evidence for possible ritual use” tych grzybów w prehistorycznej Europie.
Zwróć uwagę na tryb warunkowy. Sami autorzy nazwali swój tekst pytaniem — tytuł kończy się znakiem zapytania. Ich argument opiera się na porównaniu kształtów, analogiach etnograficznych i teorii, że część sztuki naskalnej ma podłoże obrzędowe. To jest interpretacja, nie ustalenie. Malowidło nie jest podpisane i nie da się zapytać autora, co narysował. Podobnie jest z innymi rzekomymi przedstawieniami grzybów w sztuce prehistorycznej — bywają cytowane jako fakt, a są propozycją odczytania.
1957: temat wraca przez ilustrowany tygodnik, nie przez czasopismo naukowe
Przełom przyszedł z nieoczekiwanej strony. Robert Gordon Wasson, amerykański bankowiec i pasjonat badania roli grzybów w kulturach, przez lata szukał śladów obrzędów opisanych u Sahagúna. Dotarł do Meksyku, do społeczności Mazateków, i został dopuszczony do nocnego obrzędu.
W 1957 roku ukazał się jego obszerny reportaż fotograficzny w amerykańskim tygodniku „Life”. To był moment, w którym zachodni czytelnik po raz pierwszy zobaczył te praktyki opisane z bliska. Nichols zwraca uwagę na to samo: temat wrócił do świadomości Zachodu przez popularne czasopismo, a nie przez publikację akademicką.
Ma to swoją cenę. Rozgłos przyciągnął do wiosek Mazateków turystów i sprawił, że ludzie, którzy podzielili się wiedzą, stracili nad nią kontrolę. Historia nauki i historia szkody idą tu obok siebie.
Porządkowanie nazw: mozolna i wciąż niedokończona robota
Materiał zebrany w Meksyku trafił do Rogera Heima, francuskiego mykologa kierującego paryskim muzeum historii naturalnej. To on uporządkował zbiory i opisał naukowo poszczególne gatunki, które wcześniej funkcjonowały wyłącznie pod nazwami lokalnymi.
Praca nad tym trwa do dziś. Gastón Guzmán w przeglądzie z 2008 roku w „Economic Botany” naliczył 53 gatunki grzybów halucynogennych w samym Meksyku. Przy okazji prostował błąd, który zdążył się rozejść po literaturze: grzyby z rodzaju Panaeolus nigdy nie były w Meksyku używane tradycyjnie, choć wiele publikacji tak twierdziło.
Otwarte zostało nawet pytanie podstawowe — który dokładnie gatunek Sahagún nazywał teonanacatl. Guzmán argumentował, że chodzi o gatunek znany dziś jako Psilocybe caerulescens, który współcześni Nahua nazywają teotlaquilnanácatl. To propozycja identyfikacji sprzed kilkuset lat, oparta na językowym i geograficznym śladzie, a nie rozstrzygnięcie.
1958: nazwa z kodeksu staje się wzorem chemicznym
Heim wysłał materiał do laboratorium firmy Sandoz w Bazylei, do Alberta Hofmanna. Hofmann miał już wtedy w dorobku pracę nad pochodnymi sporyszu.
W 1958 roku Hofmann z zespołem wyodrębnili z grzybów substancję czynną, ustalili jej budowę i zsyntetyzowali ją w laboratorium. Wyniki opublikowali w czasopiśmie „Experientia”. Substancję nazwano psylocybiną. Od strony chemicznej jest to 4-fosforyloksy-N,N-dimetylotryptamina — związek z grupy indolowych metabolitów wtórnych, czyli cząsteczek, których grzyb nie potrzebuje do samego wzrostu.
To był koniec pewnej drogi. Nazwa zapisana w XVI wieku przez zakonnika stała się wzorem strukturalnym, który dało się odtworzyć bez grzyba. Sandoz wprowadził syntetyczną psylocybinę do obiegu badawczego pod nazwą handlową Indocybin i rozsyłał ją do ośrodków psychiatrycznych. Ta faza skończyła się w latach 60., gdy kolejne państwa objęły substancję zakazem, a badania kliniczne stanęły na dekady.
Stan prawny w Polsce
W Polsce psylocybina jest substancją nielegalną — figuruje w wykazie substancji kontrolowanych. Nie ma zarejestrowanego leku zawierającego psylocybinę ani legalnej ścieżki terapeutycznej. Badania kliniczne nad jej zastosowaniem w psychiatrii trwają za granicą i są prowadzone w ściśle kontrolowanych warunkach, ale żadne z nich nie zmienia obecnego stanu prawnego w Polsce.
Co z tej historii zostaje
Pięć wieków tej opowieści to nie jest prosta linia od zabobonu do nauki. To raczej ciąg zerwań. Zapis powstaje w ramach akcji, która ma zniszczyć opisywaną kulturę. Wiedza przetrwa lokalnie, a nie w archiwum. Do szerokiego obiegu wraca przez magazyn ilustrowany. Kończy jako cząsteczka w katalogu firmy farmaceutycznej — i zaraz potem wypada z badań na trzydzieści lat.
I wciąż nie wszystko jest ustalone. Nie wiemy na pewno, co przedstawia malowidło w hiszpańskiej jaskini. Nie mamy pewności, który gatunek Sahagún miał na myśli. Mamy natomiast dobrze udokumentowaną datę 1958 — moment, w którym pięćsetletnia nazwa dostała wzór chemiczny.
Treść przeznaczona dla osób pełnoletnich (18+). Artykuł ma charakter informacyjny i historyczny, nie zastępuje porady lekarza.
Źródła
- Psilocybin: from ancient magic to modern medicine — D. E. Nichols, The Journal of Antibiotics, 2020 (DOI: 10.1038/s41429-020-0311-8)
- Hallucinogenic Mushrooms in Mexico: An Overview — G. Guzmán, Economic Botany, 2008 (DOI: 10.1007/s12231-008-9033-8)
- A Prehistoric Mural in Spain Depicting Neurotropic Psilocybe Mushrooms? — B. P. Akers i in., Economic Botany, 2011 (DOI: 10.1007/s12231-011-9152-5)
- Kodeks florencki — cyfrowe wydanie — Getty Research Institute
